No i stało się. :] Po mniej więcej dwóch latkach zdobywania informacji,
przeprowadzania wywiadu lokalnego i przymiarek w końcu dołączyłem do grona "pajęczarzy". :)
Jak się zaczęło? Kiedyś lat kilka temu pojechałem nad morze. Do Łeby,
żeby uściślić. Akurat była tam wystawa pajęczaków. Wrażenia niesamowite. Wreszcie zobaczyłem
tą osławioną Czarną Wdowę (Latrodectus Matcans), która w rzeczywistości wcale nie jest taka groźna,
jak twierdzą media (ahhhh, te hieny żądne sensacji). Oprócz tego była tam całkiem spora ilość
innych pajączków i skorpionów. Jednak to nie wtedy i nie przez tą wystawę zachciało mi się
mieć nowego pupilka.
Kiedy więc i przez co? Ano jakieś dwa latka temu... typowo - tzn. przez szczury. :P Pewnego pięknego
dnia jak zwykle pojechałem do sklepu sprzedać kolejne młode Rattusy i już miałem wyjść po udanej
transakcji, gdy wzrok mój spoczął na pudełkach po sałatce z jakąś włochatą zawartością. :) Spodobało
mi się toto. Na tyle, że postanowiłem kiedyś sobie takiego kupić. :) Oczywiście wtedy
wszystko co na ten temat było mi wiadomo to to, że... widziałem "pająka ptasznika". :] Skąd miałem
wiedzieć, że kędziorek (Brachypelma Albopilosum - dla ścisłości) i ok. setka innych, które widzałem
wcześniej w Łebie to jest trochę więcej, niż 1/10 znanych gatunków ptaszników?
Krótko po wizycie w sklepie postanowiłem poszukać trochę informacji na temat
tych ośmionogich potworów. Poszukałem, poczytałem i pomysł kupna jakoś się rozmył. Od czasu
do czasu wracał, po czym znów uciekał w siną dal. Wreszcie przyszedł taki moment, że nie przestawałem
wychodzić z forum na terrarium.com.pl, a kupno
odpowiedniego pajączka był tylko kwestią czasu. :) W końcu wybór padł na
Brachypelma Smithi - po części ze względu na jego kolorystykę, a po części z powodu bardzo małych
wymagań i bardzo dużej wytrzymałości na błędy właściciela. To ostatnie jest szczególnie ważne w przypadku
początkujących pajęczarzy. :)
Tak więc pozostało jedynie znaleźć osóbkę, która miała na sprzedaż interesującego mnie
Smithi w odpowienim wieku. Jak to dobrze, że wśród znajomych znalazł się ktoś, kto nie dość,
że posiadał odpowiednie doświadczenie, to akurat miał na sprzedaż dwie bestie
(pozdrowienia dla Foxtrott-a :) ). Jedna z nich - rzecz jasna - trafiła do mnie.
Pająk dostał na imię Pan Wiktor. Nie wiedziałem, jakiej jest płci. Imię wzięło się stąd,
że rok temu (marzec 2003r.) byłem na spacerku na CTD. Pogoda była wtedy słoneczna, a to była sobota
lub niedziela. Zostały więc spełnione obydwa warunki konieczne do tego, aby z domów wypełzło stado
niedzielnych spacerowiczów. Niestety wypełzło i krążyło z pieskami, dziećmi i innymi zwierzątkami.
W pewnym momencie tatuś zawołał na synka "Wiktor". Imię - rzecz jasna śliczne, więc postanowiłem
nadać mu ciekawsze zastosowanie. I tak już zostało.
To tyle tytułem wstępu. Jeśli uważasz, że mogę coś zmienić, dodać, usunąć, to
zostaw stosowne podanie w księdze gości. :P
Tymczasem zapraszam do poczytania o moich potworach.
|