|
Poniższy tekst nie należy do najkrótszych, ale zdecydowanie polecam jego lekturę jako przestrogę.
Czy powinniśmy się bać Ekoterroryzmu?
Kilka miesięcy temu w środowisku terrarystów zawrzało. Powodem była seria
nalotów na mieszkania hodowców pająków przez Policję posiadającą nakazy rewizji. Na początku zapanowała
taka dezorientacja, że nikt nie potrafił ustalić ani przyczyn, ani przyszłych skutków najść. Po kilku
dniach wymiany informacji, terrarystom udało się dotrzeć do źródła całej "afery". Za prześladowania
odpowiedzialna była organizacja o nazwie Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra".
Wiele osób - w tym i ja - do tego czasu uważało Salamandrę za zgrupowanie ludzi, których celem i
powołaniem było chronienie przyrody. Podziwiałem ich osiągnięcia w leczeniu nietoperzy (Salamandra
otworzyła w Poznaniu klinikę dla tych pożytecznych ssaków oraz chroni ich miejsca lęgowe). Kilka lat temu
nosiłem się nawet z zamiarem wstąpienia w ich szeregi. Na szczęście jednak nie popełniłem tej głupoty.
Nie chciałbym być wytykany na ulicy jako oszołom i ktoś, kto chce zadusić krajową - i tak niezbyt
popularną w porównaniu chociażby z południowymi sąsiadami - terrarystykę.
Ale po kolei. Zacznijmy od najważniejszego: Czy Salamandra ma prawo nękać ludzi? Otóż teoretycznie...
tak. Jak to więc możliwe? Postaram się opisać problem z obu stron.
Z dniem pierwszego maja 2004 r. zniesiono obowiązujący w naszym kraju obowiązek rejestracji bezkręgowców
i ryb. Niestety - nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło. Na skutek niewiedzy i/lub niedopatrzenia,
Ministerstwo Ochrony Środowiska dostosowując polskie prawo do unijnego przepis ten zastąpiło czymś
o wiele bardziej bezsensownym. Nowe przepisy nakładają na osobę, która chce sprzedać pająki z tzw. listy
gatunków chronionych (cały rodzaj Brachypelma, Aphonopelma Albiceps i Aphonopelma Pallidum) obowiązek
udokumentowania pochodzenia sprzedawanych zwierząt oraz przekazania klientowi odpowiedniego dokumentu
wraz ze sprzedawanym pająkiem. Udokumentowanie to w przypadku prywatnych hodowli polega na uzyskaniu
zaświadczenia o urodzeniu zwierząt w niewoli. Zaświadczenie takie można uzyskać od Powiatowego Lekarza
Weterynarii. W założeniu przepis ten miał ograniczyć odławianie zwierząt z ich naturalnego środowiska i
przemycanie ich przez granice do prywatnych hodowli.
Wiele osób pewnie zadowoliłoby się tymi wyjaśnieniami i stwierdziło, że skoro ktoś łamie prawo to
należy się cieszyć, że znalazły się osoby, które postanowiły to ograniczyć. Niestety - cała sprawa ma
drugą stronę medalu. Stronę, o której niewiele osób spoza grona terrarystów zdaje się wiedzieć. Oto ona:
Niezaprzeczalnym faktem jest, że w naszym kraju praktycznie wszystkie pająki pochodzą z własnych hodowli.
Młode Brachypelmy kosztują po kilka zł. Czy podróż do Ameryki celem przemycenia kokonu
wartości kilkuset złotych ma uzasadnienie ekonomiczne? Nie dość, że nie zwróci się w takim przypadku
koszt samej podróży, to należy do tego doliczyć wysokie ryzyko przewożenia zakazanego towaru przez
szereg granic.
Sami więc widzicie, że przepisy w obecnej ustawie nie mają żadnego logicznego uzasadnienia. Nasi
parlamentarzyści nie raz już się popisywali w trudnej sztuce tworzenia bubli prawnych. Ja bynajmniej
już się do tego przyzwyczaiłem. Bądź co bądź... najwyraźniej ministrowie nie muszą się znać na tym, co
robią. Zastanawiająca jest jednak postawa Salamandry. Organizacja, która w swoim statucie stawia sobie
za zadanie zajmowanie się przyrodą nie zdaje się zauważać głupoty. Co więcej - organizacja ta na ślepo
broni głupoty i podąża za nią. Zastanawiające? Z pozoru tak. Jeśli jednak pomyśleć, to można
dojść do oczywistych wniosków, że PTOP musi mieć w tym interes. Interes polegający oczywiście na zdobyciu
pieniędzy. Zgrupowania pokroju Salamandry są uzależnione w swoich działaniach od sponsorów refundujących
uprawianie ich procederu. W skrócie: aby otrzymać fundusze, trzeba wykazać wyniki. Przepisy prawne w
obecnej formie są dla Towarzystwa kurą znoszącą złote jajka. Po co starać się o zmianę prawa na sensowne,
skoro można kosztem terrarystów zyskać trochę taniego rozgłosu?
Ktoś zapewne spyta: Zaraz zaraz, skoro do sprzedaży chronionych pająków wystarczy tylko posiadać
świadectwo pochodzenia, to czemu go nie zdobyć?
Oczywiście. Takie rozwiązanie byłoby najlepsze. Jest jednak jedno "ale". Aby uzyskać takie zaświadczenie,
starająca się o nie osoba musi udokumentować legalne pochodzenie rodziców maluchów. Dowcip polega na tym,
że czas dojrzewania Brachypelm wynosi kilka lat, podczas gdy świadectwa takie wystawiane są niecałe pół
roku.... Nie wiem, w jaki sposób osoby oferujące pająki ze świadectwami załatwiają sobie ten dokument.
Przyjrzyjmy się jednak bliżej niewybrednym metodom stosowanym przez Salamandrę. Ich akcja nosi nazwę
"Zagrożone gatunki w Sieci". Załóżmy, że jesteś osobą, która doprowadziła w swojej hodowli do
rozmnożenia chronionego gatunku pająków. W kokonie może znajdować się nawet kilkaset młodych. Nie
posiadając odpowiednich papierów możesz co prawda zgodnie z prawem trzymać zwierzęta na własny użytek.
Komu jednak będzie się chciało trzymać kilkaset pająków z tego samego gatunku? Zupełnie zgodnie z prawem
możesz również przekazać nieodpłatnie pająki np. komuś znajomemu. Mimo wszystko jednak ja uważam za coś
oczywistego i zdroworozsądkowego sprzedać pająka chociażby w celu pokrycia poniesionych kosztów włożonej
pracy, pokarmu, ogrzewania. Zdrowy rozsądek jest jednak obcy Salamandrze. Ludzie ci wyszukują oferty
sprzedaży przysłowiowych Brachypelm, po czym zgłaszają je Policji powołując się na ustawę o ochronie
środowiska. Nie łudź się, że Salamandra skontaktuje się z Tobą, jeśli natknie się na Twoją ofertę celem
chociażby upewnienia się, czy masz odpowiednie zaświadczenie.
Zamiast tego spodziewaj się wizyty Policji z nakazem rewizji i skonfiskowania przedmiotów służących do
popełnienia przestępstwa. Jeśli przykładowo oferujesz zwierzęta na Allegro, to spodziewaj się konfiskaty
komputera. W tym miejscu muszę wspomnieć o bardzo śmiesznym wyjaśnieniu, które otrzymałem od
przedstawiciela tej organizacji. Na mój zarzut o donoszeniu na każdą osobę, która oferuje na sprzedaż
"zabronione" gatunki pan reprezentujący "stróżów prawa" odparł, że oni donoszą jedynie na te osoby,
które sprzedają pająki bez udokumentowania ich pochodzenia. Możliwe, że Salamandra posiada w swoich
szeregach jakąś wróżkę lub różdżkarza, który pomaga im wynajdować "lewe" oferty. Nie stwierdziłem
bowiem, aby którykolwiek z poszkodowanych terrarystów, z którymi się kontaktowałem miał chociażby
jeden telefon od "prawych ludzi". Co więcej, spotkałem się również z przypadkami, gdy PTOP donosiło na
osoby posiadające świadectwa urodzenia w niewoli na sprzedawane pająki. Czyż to nie idiotyzm?
Pora zastanowić się czy jest ktoś, kto zyskuje na nadgorliwości Salamandry
poza... nią samą. Zaryzykuję stwierdzeniem, że nie:
-
Najbardziej na tym chyba stracą Zwierzęta. Zastraszeni ludzie zamiast zdobywać swoje doświadczenie przy
rozmnażaniu Brachypelm będą woleli zająć się innymi gatunkami. Paradoksalnie nie doprowadzi to do
ochrony gatunków, ale do ograniczenia liczby ich przedstawicieli. Czy to jest wg Salamandry ochrona
Przyrody? Wg mnie nie tyle Przyrody, co papierków, gdyż tylko na papierki Towarzystwo się powołuje.
Kwestię nękania terrarystów chyba wyjaśniłem aż nadto wyraźnie. Należy jednak do tego dodać jeszcze jedną,
moim zdaniem bardzo ważną, kwestię. Brachypelmy są najwdzięczniejszymi pająkami dla osób początkujących.
Atutem jest ich słaby jad, stosunkowo duża powolność oraz tolerancja na błędy hodowcy. Jeśli na rynku
zmniejszy się ilość Brachypelm to może się okazać, że osoby stawiające pierwsze kroki w terrarystyce
będą musiały szukać innych gatunków na ten "pierwszy raz". Oby tym "pierwszym razem" nie okazał się
Pterinochilus Murinus. Murinusy są stosunkowo łatwe w rozmnażaniu, przez co dużo osób może się
na nie przerzucić, jeśli nie chcą paść ofiarą donosów. Już teraz zauważyłem dość duży wysyp Murinusów
na rynku. Możliwe, że to potwierdza moje słowa. Jest jednak mały problem. Choć Murinusy można stosunkowo
łatwo rozmnożyć, to są one całkowitym zaprzeczeniem Brachypelm: Mocny jad, bardzo szybkie, a przy tym
nierzadko agresywne. Co może się stać, gdy początkująca i zdeterminowana osoba nie mogąc znaleźć oferty dla niej
postanowi kupić przykładowego Murinusa...?
Kolej na zyski Towarzystwa podobno chroniącego Przyrodę. Co oni z tego mają? Tani, niewybredny rozgłos,
pseudowyniki i... fundusze od nieświadomych, ale rozradowanych sponsorów.
Pozostaje sprawa wymiaru sprawiedliwości. Co z ataków PTOP skierowanych w stronę "pajęczarzy" ma
Policja, Prokuratury i Sądy? W wielu przypadkach nic poza zmarnowanym czasem. Wiele ze spraw jest
umarzanych, ponieważ sądy w przeciwieństwie do Salamandry miewają czasem trzeźwy osąd realiów. Skoro
więc sprawa jest skazana na niepowodzenie, to po co ją wywoływać? Zmarnowany w ten sposób czas
służb i poszkodowanych osób oraz pieniądze podatników można wykorzystać w pożyteczny sposób. Ale co tam -
ważne, że Towarzystwo ma pełne koryto...
Pozostaje pytanie, czy da się jakoś zabezpieczyć przed donosicielstwem. Oczywiście - wystarczy nie
rozmnażać Brachypelm. Jeśli jednak jesteś już (nie)szczęśliwym posiadaczem zakazanego owocu, to zawsze możesz
spróbować rozdać je za darmo np. osobom, które kupiły od Ciebie świerszcza za 10 lub 20 zł. Jeśli natomiast
stoisz przed faktem dokonanym i urodziło Ci się już stado B. Boehmei, z którymi nie masz co zrobić, to podeślij
je ludziom z Salamandry. Jeśli naprawdę kierują się ideałami ochrony przyrody, to wywiozą te pająki do
Meksyku i wypuszczą na wolność aby choć trochę zregenerować wyeksploatowane środowisko. Oto ich adres:
PTOP "Salamandra"
ul. Szamarzewskiego 11/6
60-514 Poznań
Powodzenia!!!
Zezwalam na cytowanie, oraz umieszczanie powyższego tekstu w celach
wykazania absurdu działania Salamandry. Jeśli Ciebie też drażni ich postępowanie lub padłeś/padłaś ich ofiarą i
chcesz ukazać prawdziwe oblicze tej organizacji, to nie krępuj się. Umieszczaj go, gdzie chcesz.
|